Rak piersi
Chemioterapia zostawia trwałe ślady w mózgu PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
niedziela, 20 lipca 2008 17:28

Leczenie chemioterapią zmienia przepływ krwi i metabolizm mózgu, a zmiany są wykrywalne nawet 10 lat po zakończeniu terapii. Mogą one powodować u pacjentów uczucie niejasności myśli, trudności w skupieniu uwagi i zapominanie.

Takie są wyniki badań przeprowadzonych przez naukowców z David Geffen School of Medicine na uniwerytecie w Los Angeles i opublikowane w internetowej wersji pisma "Breast Cancer Research and Treatment".
Chemioterapię stosuje się w walce z rakiem, w celu uniknięcia powstawania przerzutów, najczęściej łącznie z leczeniem operacyjnym. Niestety, niszczone są zarówno komórki guza, jak i zdrowe normalne komórki organizmu.

Pacjenci, którzy dzięki chemioterapii przeżyli chorobę nowotworową, mają po leczeniu bardzo osłabiony organizm. Jedną z przypadłości, na którą się skarżą, jest uczucie roztargnienia i trudności w zapamiętywaniu faktów.

Naukowcy nazwali ten zespół zaburzeń "chemo brain" - mózgiem po chemioterapii.

Odkrycie naukowców z USA może pomóc w zrozumieniu zaburzeń w procesie formowania myśli i powody roztargnienia męczącego wielu pacjentów po chemioterapii.

"Nasze badania po raz pierwszy wykazały, że pacjenci cierpiący na tego typu zaburzenia poznawcze mają specyficznie zmieniony metabolizm mózgu" - mówi autor pracy, profesor farmakologii, Daniel Silverman.

Co roku diagnozuje się 211 000 przypadków raka piersi, jest to najczęściej występujący nowotwór u kobiet. Eksperci podejrzewają, że przynajmniej 25 proc. pacjentek leczonych chemioterapią cierpi na objawy "mózgu po chemioterapii".

Wyniki ostatnich badań przeprowadzonych na University of Minnesota wskazują, że problem ten może dotyczyć aż 82 proc. pacjentek.

Silverman i współpracownicy przy użyciu pozytonowej emisyjnej tomografii komputerowej (PET) badali mózgi 21 kobiet, 5 do 10 lat po operacyjnym usunięciu guzów piersi. U 16 z nich stosowano dodatkowo chemioterapię (w okresie okołooperacyjnym), żeby uniknąć nawrotu choroby. W czasie badania uczestniczki poproszono o wykonanie serii ćwiczeń na pamięć krótkotrwałą.

Dzięki technice PET naukowcy otrzymali obrazy przepływu krwi w mózgu badanych kobiet podczas ćwiczeń pamięciowych i odpoczynku. Porównali 16 obrazów mózgu kobiet po chemioterapii i 5 tych, które tylko operowano z 13 obrazami mózgu kobiet, które nie miały ani raka piersi, ani chemioterapii.

Okazało się, że w mózgach kobiet po chemioterapii metabolizm w bardzo ważnym dla procesów poznawczych regionie kory czołowej był spowolniony.

"Odkryliśmy, że im wolniejszy był metabolizm podczas odpoczynku mózgu pacjentki, tym więcej miała ona trudności w rozwiązywaniu testów pamięciowych" - mówi Silverman.

Podczas rozwiązywania testów przepływ krwi w korze czołowej i drugim rejonie mózgu tzw. móżdżku u pacjentek po chemioterapii gwałtownie wzrastał, co świadczy o nagłym, skokowym zwiększeniu aktywności tych samych obszarów mózgu, które w czasie odpoczynku były bardzo mało aktywne.

"W efekcie mózgi tych kobiet, żeby przywołać tę samą informację, pracowały zdecydowanie ciężej niż mózgi kobiet nie poddawanych nigdy chemioterapii" - tłumaczy autor pracy.

Co więcej naukowcy odkryli, że kobiety, które oprócz chemioterapii były leczone hormonalnie, miały dodatkowo zmiany w tzw. zwojach podstawy mózgu - rejonie koordynującym myślenie i działanie. Średnio zaobserwowano u nich ośmioprocentowy spadek metabolizmu w tym rejonie podczas odpoczynku mózgu.

Naukowcy piszą, że ich odkrycie dowodzi, że technika PET może być z powodzeniem stosowana do monitorowania zmian wywołanych przez chemioterapię u pacjentów z nowotworami. Badacze podsumowują, że do tej pory nie wiadomo, co powoduje efekt "chemo brain" - mózgu po chemioterapii. Podkreślają, że niezbędne są dalsze badania w celu odkrycia jego przyczyn oraz modyfikacji leków stosowanych w chemioterapii, tak żeby im zapobiegać.

Poprawiony: piątek, 02 stycznia 2009 17:14
 
Piersi badane czyli zadbane PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
niedziela, 20 lipca 2008 17:25

Nie umiemy zapobiegać rakowi piersi, ale umiemy go leczyć, gdy jest wcześnie wykryty. Czy trzeba regularnie wykonywać USG piersi i mammografię, by dać sobie szansę na życie - pytamy profesora Wiesława Jakubowskiego, wiceprzewodniczącego Polskiego Towarzystwa Ultrasonograficznego.

Panie profesorze, dlaczego kobiety powinny regularnie wykonywać kontrolną ultrasonografię piersi i mammografię?

Badania obrazowe, a do nich należy ultrasonografia i mammografia, pozwalają wykryć podejrzane zmiany w tkance piersi o wielkości zaledwie 3-6 milimetrów. Takich guzków nie wyczuje nawet najczulsza dłoń kobiety czy lekarza. A rak piersi, który jest wykryty w tak zwanym okresie przedklinicznym, czyli wtedy, gdy nie jest wyczuwalny, jest w stu procentach uleczalny. To chyba wystarczający argument.

Skoro jednak blisko 6 tys. kobiet w Polsce co roku umiera na raka piersi, to chyba na badania zgłaszają się zbyt późno?

Niestety, to prawda. Od momentu, gdy w tkance piersi zacznie tworzyć się guzek, do czasu gdy osiągnie on średnicę około centymetra, zwykle upływają dwa lata. Gdyby kobieta w tym czasie zgłosiła się na USG czy mammografię, miałaby olbrzymią szansę na wykrycie wczesnej zmiany.

USG i mammografia to badania, które się uzupełniają - trzeba robić i jedno, i drugie. Dlaczego pierwsze powinno być USG?

Chodzi o to, że u młodych kobiet do 35.-40. roku życia objętościowo w biuście przeważa tkanka gruczołowa, którą lepiej się bada ultrasonograficznie. Po 45. roku życia tkanka gruczołowa zaczyna zanikać, a jej miejsce zajmuje tkanka tłuszczowa. Tę wnikliwiej bada się podczas mammografii. Sama mammografia jednak nie wystarczy, bo tylko podczas USG lekarz widzi na monitorze przewody mlekowe, a właśnie w nich często zaczyna się rozwijać rak.

Kiedy więc kobieta powinna wykonać pierwsze USG piersi i jak często musi je później powtarzać?

Jeśli kobieta nie należy do tak zwanej grupy podwyższonego ryzyka, powinna pierwsze USG wykonać między 25. a 30. rokiem życia, a potem zgłaszać się na nie co pół roku. Jeżeli jest w grupie ryzyka - na przykład jej matka miała raka piersi, ona sama nie rodziła, stosuje hormonalną antykoncepcję - USG piersi powinna wykonywać regularnie, począwszy od 20. roku życia.

A badanie mammograficzne?

Jeżeli nie jest w grupie podwyższonego ryzyka, na mammografię powinna się zgłaszać co 18-24 miesiące, począwszy od 40. roku życia. Jeśli kobieta jest zagrożona rakiem piersi, wówczas powinna pierwszą mammografię wykonać pięć lat wcześniej.

Ponieważ w cyklu miesiączkowym zmienia się struktura tkanki piersi, w której części cyklu lepiej zgłaszać się na badania?

Nie ma to znaczenia z punktu widzenia diagnostyki. Ale ponieważ w pierwszej połowie cyklu piersi są mniej tkliwe, dla pacjentki lepiej będzie, gdy zgłosi się na badanie zaraz po miesiączce.

Jak wygląda badanie USG?

Powinno się rozpocząć od rozmowy z lekarzem, który je wykonuje. Lekarz pyta m.in. o wiek, miesiączki, zażywane leki, czy w rodzinie ktoś chorował na raka piersi, czy kobieta sama zauważyła u siebie jakieś podejrzane zmiany w biuście, np. zmianę zarysu otoczki, wciągnięcie brodawki czy wyciek z brodawki. Po takim wywiadzie specjalista powinien obejrzeć piersi i zbadać je palpacyjnie, czyli przez dotyk. A potem następuje zasadnicze badanie: gdy pacjentka leży, lekarz nanosi na pierś trochę żelu i głowicą ultrasonografu wodzi najpierw po jednej, a potem po drugiej piersi. Bada też doły pachowe. Z głowicy wydobywają się bezpieczne dla nas ultradźwięki, które przetwarzane są na obraz tkanki biustu widoczny na ekranie. Wynik badania to opis tkanki i wstępna diagnoza. Jeśli lekarz zauważył jakąś zmianę, dołącza do wyniku dokumentację zdjęciową.

W przypadku mammografii wykorzystane jest promieniowanie rtg. Czy jest ono dla nas bezpieczne?

Tak. Dawka promieniowania jest porównywalna z tą, jaką absorbujemy w czasie prześwietlenia zęba. Nowoczesne mammografy ograniczają tę dawkę do minimum.

Badanie mammograficzne jest mniej przyjemne niż USG - czasem piersi bolą podczas dociskania plastikową płytką...

Tak dzieje się, gdy piersi są nadwrażliwe, na przykład przed menstruacją. Normalnie, gdy badanie jest fachowo przeprowadzone, nie powinny boleć. Pierś umieszcza się na małej podstawce i dociska plastikową płytką od góry oraz z boku. W ciągu kilku sekund trwania badania uzyskuje się dwa obrazy piersi z różnych stron. Obrazy te powstają na kliszach rentgenowskich, które są analizowane przez lekarza radiologa. Wynik badania to właśnie te klisze wraz z opisem zmian i wstępną diagnozą.

Oba badania wykrywają różne zmiany w piersiach. Jeśli jednak kobieta słyszy "guzek", zwykle myśli o raku piersi.

Z medycznych statystyk wynika, że mniej niż 10 proc. wykrywanych guzków są to zmiany złośliwe. Reszta to głównie niegroźne torbiele i łagodne gruczolako-włókniaki. Czasem wymagają leczenia, a czasem tylko obserwacji.

A czy kobiety, u których wykryto raka i już są po amputacji piersi, powinny wykonywać systematycznie USG i mammografię drugiej piersi?

Zdecydowanie tak, bowiem ryzyko wystąpienie raka w drugiej piersi jest u nich dwa razy większe niż u zdrowych kobiet.
Źródło: Gazeta.pl

Poprawiony: piątek, 02 stycznia 2009 17:17
 
Rozsiany rak piersi PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
niedziela, 20 lipca 2008 17:23

Po zakończeniu leczenia

Nowotwór, czyli nieprawidłowa tkanka, powstała ze zmienionej tkanki zdrowej, charakteryzuje się intensywnym, niekontrolowanym wzrostem.

Dlatego też choroba nowotworowa (w tym także rak piersi), jeśli nie jest leczona może rozwijać się w miejscu w którym powstała oraz rozprzestrzeniać w organizmie drogą naczyń chłonnych i krwionośnych. Zdarza się, niestety, że mimo leczenia, po pewnym czasie u niektórych chorych dochodzi do nawrotu choroby, zwłaszcza, gdy była ona bardzo zaawansowana w chwili rozpoznania.

Rak może się ujawnić w postaci tak zwanej wznowy miejscowej lub przerzutów odległych. Ognisko nowotworu może pojawić się w obrębie piersi po zabiegu oszczędzającym lub w okolicy blizny po odjęciu piersi. Przerzuty z komórek raka najczęściej pojawiają się w obrębie kości, płuc, wątroby, skóry i mózgu.

Jak dochodzi do nawrotu choroby?

Komórki nowotworu, wskutek istniejących w ich strukturze nieprawidłowości, mnożą się zwykle szybciej i przeważnie nie ulegają procesowi tak zwanej programowanej śmierci. Mają zdolność wyzwalania czynników odpowiedzialnych za powstawania nowych naczyń krwionośnych służących zaopatrywaniu samego nowotworu w substancje odżywcze. Naczynia zaopatrujące nowotwór są oczywiście powiązane z całym układem krwionośnym. Za jego pośrednictwem komórki nowotworowe są więc roznoszone do różnych miejsc w organizmie. Inny mechanizm dopuszczający komórki nowotworowe do krwiobiegu to wzrastanie zmienionych tkanek bezpośrednio w ściany naczyń krwionośnych.

Strukturami, których zadaniem jest powstrzymywanie inwazji raka, są węzły chłonne. Drogą naczyń chłonnych - cieniutkich kanalików, którymi chłonka (limfa) spływa z różnych okolic organizmu do najbliżej położonej grupy węzłów chłonnych, przenoszone są także komórki nowotworowe. Chłonka to przezroczysty płyn ustrojowy. Jeżeli nowotwór rozwija się intensywnie i nie jest leczony, węzły chłonne przestają stanowić wystarczającą barierę ochronną. Komórki nowotworowe zatrzymane w ich wnętrzu rozmnażają się, a z czasem wydostają się poza ścianę węzła chłonnego, powodując, że węzły powiększają się i zrastają ze sobą tworząc tak zwane pakiety.

Sieć naczyń chłonnych łączy się we wspólny przewód, który doprowadza chłonkę do układu żylnego. Tak więc komórki nowotworowe, które nie zostały zatrzymane w węzłach chłonnych są rozprowadzane naczyniami do różnych narządów.

Szczęśliwie nie każda komórka nowotworowa daje początek tak zwanemu odległemu przerzutowi. Różne nowotwory złośliwe mają typowe dla siebie miejsca powstawania przerzutów.

Dla raka piersi najbardziej typowe miejsca to: układ kostny, płuca, wątroba, ośrodkowy układ nerwowy. Dość często ogniska nowotworu pojawiają się także w rejonie blizny pooperacyjnej - również w obrębie fragmentu piersi, który został po leczeniu oszczędzającym oraz w drugiej piersi. Czasem zmiana nowotworowa w obrębie drugiej piersi nie jest przerzutem, a drugim nowotworem o zupełnie odmiennych cechach biologicznych niż pierwsza rozpoznana choroba.

Rys

Nie zawsze w chwili rozpoznania nowotworu można przewidzieć, jak dużą skłonność do tworzenia przerzutów będzie on wykazywał w przyszłości. Bywają takie postaci raka piersi, które mimo swych dużych rozmiarów nigdy nie tworzą odległych przerzutów. Zdarza się też, że bardzo małe ogniska nowotworu niemal od pierwszych chwil swego istnienia rozprzestrzeniają się bardzo intensywnie. Dziś jeszcze nie znamy wszystkich mechanizmów odpowiedzialnych za taką różnorodność postaci raka.

Z wieloletnich obserwacji wynika jednak, że im większy jest guz nowotworowy w chwili rozpoznania, tym większe niebezpieczeństwo, że procesem rozrostowym zajęte są węzły chłonne i powstaną przerzuty odległe. Nowe techniki badawcze pozwalaja dziś na wykrycie mikro-przerzutów w węzłach chłonnych. Wielkość tych ognisk nie przekracza 2 mm. Można także, posługując się metodami biologii molekularnej (analizy cząsteczek), znaleźć niemal ślad nowotworu, czyli zmianę mniejszą niż 0,2 mm. Wszystkie informacje uzyskiwane tak wyszukanymi metodami przybliżają nas do jeszcze lepszego kwalifikowania do leczenia chorych na raka piersi.

Na co należy zwrócić uwagę?

W czasie pierwszych dwóch lat od rozpoznania choroby badania kontrolne odbywają się co trzy miesiące, następnie do pięciu lat - co sześć miesięcy, a później raz w roku. Zawsze w czasie wizyty pacjentka powinna opowiedzieć o swoim samopoczuciu, o niepokojących ją objawach. Wiadomo, ze nawet najbardziej spostrzegawczy lekarz nie jest w stanie zobaczyć wszystkiego.

Guzki i zgrubienia

Czasem drobne zmiany w wyglądzie skóry mogą być dostrzeżone tylko przez samą badaną i to ona powinna zwrócić uwagę badającego na takie szczegóły.

Wznowa miejscowa może mieć wygląd guzka w skórze lub tkance podskórnej. Najczęściej zlokalizowana jest w pobliżu blizny pooperacyjnej. Guzki mogą jednak pojawiać się także w obrębie skóry na całej klatce piersiowej. Zmiany w obrębie piersi po operacji oszczędzającej mogą ujawnić się w postaci wyczuwalnego guzka, ale częściej rozpoznawane są w badaniach obrazowych - mammografii lub USG.

Przerzuty do skóry mogą pojawić się w dowolnym miejscu zarówno na tułowiu, jak i skórze głowy czy kończyn.

Zgrubienie w dołach pachowych, na szyi czy w okolicy obojczyków może świadczyć o pojawieniu się przerzutów w węzłach chłonnych. Te okolice powinny więc być szczególnie starannie zbadane w czasie wizyty kontrolnej.

Ból

Dolegliwości bólowe, zwłaszcza te, które występują stale w jednym miejscu w obrębie kończyn lub kręgosłupa, mogą sugerować obecność zmian nowotworowych w układzie kostnym.

Ból w jamie brzusznej może wynikać ze zmian w wątrobie lub jajnikach. Silny ból głowy, zwłaszcza taki, któremu towarzyszą nudności, zawroty głowy, zaburzenia widzenia czy zaburzenia równowagi, to objawy spowodowane uszkodzeniem mózgu.

Uporczywy kaszel lub duszność

Te objawy mogą świadczyć o zmianach nowotworowych w obrębie płuc.

Nudności, wymioty

Mogą towarzyszyć zmianom w mózgu (zwłaszcza jeśli występują równocześnie z silnym bólem głowy).

Czasem są objawem zmian w obrębie wątroby.

Żółtaczka

Zażółcenie skóry, błon śluzowych (najbardziej widoczne w jamie ustnej), białek oczu świadczą o uszkodzeniu wątroby. Czasem może to być wynik ucisku powiększonych węzłów chłonnych w jamie brzusznej na okolicę dróg żółciowych.

Ogólne osłabienie, brak apetytu, chudnięcie.

Najczęściej towarzyszą zmianom w wątrobie, ale także mogą wynikać ze znacznego zaawansowania przebiegającego podstępnie procesu nowotworowego.

Oprócz wywiadu i badania lekarskiego wykonywane są także badania krwi, a zależnie od ich wyników oraz od informacji uzyskanych od pacjentki konieczne bywa wykonanie dodatkowo badania USG jamy brzusznej. Ocenia się w nim przede wszystkim stan wątroby, ale także węzłów chłonnych w obrębie jamy brzusznej czy nadnerczy - gruczołów zlokalizowanych, jak sama nazwa wskazuje, w bezpośrednim sąsiedztwie nerek.

W niektórych przypadkach wykonywane są badana układu kostnego. Jak wspomniano wcześniej, uporczywe bóle zlokalizowane w jednym miejscu w obrębie kości są wskazaniem do wykonywania badania izotopowego - tak zwanego scyntygramu kośćca - lub prześwietlenia wybranych struktur kostnych.

Co najmniej raz w roku należy przeprowadzić badania ginekologiczne. Dobrze, jeśli może ono być połączone z badaniem USG macicy i przydatków. Najbardziej miarodajne jest badanie wykonane specjalną sondą przez pochwę. Uzyskuje się wtedy szczegółowy obraz jajników oraz struktury macicy. Jest to zwłaszcza istotne u kobiet, które zachorowały na raka piersi przed pięćdziesiątym rokiem życia. U nich bowiem istnieje ryzyko, że nowotwór związany jest z uszkodzeniem genu. Skutkiem takiego defektu - tzw. mutacji - może być bowiem równoczesne wystąpienie nowotworu w obrębie jajników lub trzonu macicy. U wszystkich chorych dość rzadko, ale jednak mogą pojawić się przerzuty raka piersi do jajników. Niestety zmiany w obrębie jajników bardzo długo nie dają żadnych objawów. Zarówno pierwotny rak jajnika jak i przerzuty rozwijają się podstępnie i przeważnie można je rozpoznać tylko dzięki systematycznie wykonywanym badaniom.

Również przerzuty zlokalizowane w innych narządach wewnętrznych mogą rozwijać się bez znaczących objawów i nawet niezwykła czujność chorej czy lekarza nie zawsze pozwala w porę uchwycić moment wznowy. Zawsze, w chwili znalezienia ogniska przerzutowego w dowolnym miejscu, należy przeprowadzić szczegółowe badania, aby ustalić rzeczywisty zasięg nowotworu. Od tego bowiem, jak również od momentu pojawienia się przerzutów, zależy wybór metody leczenia.

Autor: dr Maria Górnaś
Klinika Onkologii Wojskowego Instytutu Medycznego
w Warszawie
Źródło: www.amazonki.com.pl



Poprawiony: piątek, 02 stycznia 2009 17:14
 
Zanim dotknie Cię rak piersi PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
niedziela, 20 lipca 2008 17:19

ImageJak nakłonić kobiety do zbadania piersi? Można powiedzieć wprost co im grozi, kiedy tego nie zrobią. Jednak najlepiej zobrazować to tak, by pobudzić do działania, a w tym wypadku do zbadania się. Tak właśnie powstał outdoor, który na pierwszy rzut oka wygląda jak reklama bielizny, jednak po wnikliwym obejrzeniu go okazuje się, że tak nie jest. W outdoorze w miejscu jednej z piersi jest dziura, obok której widnieje hasło: „badaj, zanim dotknie Cię brak piersi”
Koordynacją i przygotowaniem outdooru zajęła się pro bono Euro RSCG 4D. Autorką pomysłu kreatywnego była Daria Matczuk, Art Director agencji.

Firmy, które charytatywnie pomogły w realizacji tej kampanii reklamowej:
Almi Decor (sesja zdjęciowa), Yellow Studio (sesja zdjęciowa), Dream Studios (DTP) oraz firma AMS za pośrednictwem domu mediowego MPG Mediaplanning.


Federacja Stowarzyszeń "AMAZONKI" to organizacja pozarządowa działająca na rzecz kobiet po leczeniu raka piersi, która skupia 160 Klubów z całej Polski.

Federacja tworzy warunki sprzyjające wzajemnemu wsparciu, pomocy i samopomocy, reprezentuje interesy kobiet dotkniętych rakiem piersi. Zaznajamia społeczeństwo oraz instytucje z problematyką kobiet po leczeniu raka piersi oraz pomaga im w powrocie do normalnego życia. Działa na rzecz wczesnego wykrywania, leczenia oraz rehabilitacji kobiet po mastektomii. Federacja jest członkiem międzynarodowych organizacji "Reach to Recovery" oraz Europejskiej Koalicji Pacjentów z Chorobami Nowotworowymi.

źródło:Gazeta.pl

Poprawiony: piątek, 02 stycznia 2009 17:18
 
Oswoić strach PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
niedziela, 20 lipca 2008 17:15

Brakuje psychoonkologów – lekarzy dusz dla chorych na raka. A przecież szybciej wyzdrowieje człowiek chcący walczyć z chorobą niż słaby, przerażony i niepewny swoich sił.

Domyślałam się diagnozy, zanim przyszły wyniki badań – opowiada Iwona Filipiak. – Lekarz starannie zamknął drzwi, milczał dłuższą chwilę, cisza była złowroga. Wiadomość, że Janek ma raka jelita, przyjęłam spokojnie, jako zadanie do wykonania: OK, jest choroba, trzeba ją zwalczyć. I konsekwentnie, krok po kroku, realizowaliśmy ten plan.
Iwona jest ewenementem. Większość ludzi stających twarzą w twarz z wyrokiem nie potrafi wykrzesać z siebie takiej energii. Sparaliżowani strachem wsłuchują się w oszalałe z paniki serce. Lekarz przekazuje okrutną diagnozę w formie suchego komunikatu i radzi się śpieszyć. Zostawia oszołomionego pacjenta sam na sam z wiadomością, że oto w jego organizmie toczy się śmiertelna walka. – Na co dzień nie myślimy o tym, że odejdziemy. Realizujemy jakiś plan: zawodowy, rodzinny, mamy jeszcze tyle do zrobienia – wspomina Janek, mąż Iwony. – Rak postawił mnie w pozycji: oto jestem, to jest moje istnienie, za chwilę, za miesiąc lub rok przestanę być. Poczułem, jak świat staje w miejscu, a ja wrastam w ziemię. Miałem wrażenie, że nagle znalazłem się w centrum Wszechświata, ja i mój rak.

A właściwie: „my i nasz rak”. Bo najbliższa rodzina „współchoruje” z cierpiącym na nowotwór. W tym roku przeszło 100 tysięcy Polaków zacznie leczyć się na tę chorobę. Czy będzie to ktoś z naszej rodziny, lub z bliskiego kręgu znajomych? Albo my sami?

Wspomaganie dusz chorych na nowotwór to coraz bardziej nagląca potrzeba. W tej chwili na oddziałach onkologii w całym kraju pracuje 30 psychoonkologów. To śmiesznie mało, zważywszy na to, że w Polsce każdego roku diagnozuje się, przeszło sto tysięcy przypadków nowych zachorowań na raka. Brakuje co najmniej drugie tyle specjalistów, którzy pomogliby pacjentom takim jak Janek i jego żona uporać się z najzwyklejszym na świecie strachem przed śmiercią. Szpitali nie stać na ich zatrudnianie. Tymczasem w placówkach Europy Zachodniej i USA kontakt z psychoonkologiem jest standardem.

Kiedy do pomocy choremu powinien wkroczyć psycholog? Najlepiej jak najwcześniej. Człowiek chory potrzebuje ogromnego wsparcia i motywacji do walki. Zostawiony sam ze swoim lękiem może się załamać, zaprzeczyćchorobie lub wcale nie podjąć tej walki. Pacjent, który dobrze radzi sobie z własnymi emocjami, lepiej współpracuje z lekarzem i potrafi cieszyć się życiem bez względu na to, jak bardzo jest chory.
Psychologowie analizujący fazy przeżywania choroby nowotworowej stwierdzili, że z etapu niedowierzania chory przechodzi w bunt. Wówczas czuje się na tyle silny, żeby się z chorobą uporać. Od tego, ile ma energii na walkę, zależy powodzenie na drodze do wyzdrowienia. Tu z pomocą chorym i ich bliskim powinien przyjść psychoonkolog. – Pacjent przeżywa chorobę w każdej sferze: w cielesnej jak najbardziej, ale choroba dotyka także jego psychiki i sfery egzystencjalnej, duchowej – mówi Ewa Wojtyna, lekarz i psycholog, certyfikowany terapeuta Simonton Cancer Center. – O ile medycyna skupia się głównie na leczeniu choroby ciała, o tyle dla pacjenta często dużo ważniejsze jest „cierpienie duszy” – strach, złość, żal, rozpacz, uczucia, które nie pozwalają mu walczyć.

W pierwszym okresie po diagnozie psycholog powinien, jeżeli pacjent sobie tego życzy, po prostu być przy nim, rozmawiać, czasem coś wytłumaczyć, ale przede wszystkim wykształcić w nim poczucie, że ma wsparcie i nie jest sam. – Można też zacząć tłumaczyć, jak psychika wpływa na proces zdrowienia i przebieg leczenia. Trzeba też zacząć rozmawiać o nadziei, o tym, że zawsze można coś zrobić, by czuł się lepiej – dodaje Ewa Wojtyna.

Ale, jak uprzedza, jest to początkowa faza bardzo silnych emocji. Bywa, że chory po prostu nie chce skorzystać jeszcze z pomocy terapeutów. Ich praca z niezdrowymi przekonaniami na temat choroby i życia polega na zmianie sposobu myślenia chorego. Dzięki tej zmianie człowiek uzyskuje większy spokój, uczy się radzić sobie z bólem emocjonalnym. Uspokojone emocje pozwalają skupić się na innych sprawach, które mogą przynieść radość i zmniejszają nieustające zamartwianie się chorobą. Terapeuci zalecają pracę z wyobraźnią – dzięki różnym technikom, m.in. wizualizacji, pacjent stymuluje organizm do zdrowienia. Sprawdza się też dystans i poczucie humoru. – W chorobie zbyt często zapominamy o zabawie – przekonuje Ewa Wojtyna. A przecież śmiech to jedno z najprzyjemniejszych lekarstw na świecie. Dobry nastrój stymuluje powrót do zdrowia poprzez całą gamę substancji chemicznych, które się wtedy wydzielają w organizmie. Poza tym pozwala to nabrać dystansu do trudnych spraw, w tym choroby.

Nieocenioną, często jedyną dostę-pną pomoc niosą też bliscy – o ile potrafią wyczuć potrzeby emocjonalne chorego. – Nie rozpaczałam, nie snułam czarnych scenariuszy, starałam się przeganiać każdą osobę, która mogłaby zasiać zamęt – wspomina Iwona Filipiak. – Ważne wydawały mi się pospolite sprawy – regularne, zdrowe odżywianie, sen i spokój. Dla mojego męża i dla mnie, bo ja też musiałam być silna, nie okazując cienia zwątpienia, starając się żyć normalnie. Pomocy szukałam w książkach, w Internecie, u znajomych lekarzy. Rozmawiałam z tymi, którzy chorobę mieli już za sobą. To ważne, by spotkać kogoś, kto powie: „Wiem, co czujesz, też przez to przeszedłem”.

„Współchorujący” potrzebują również ogromnego wsparcia. Ci ludzie często nie potrafią sobie poradzić z uczuciami, nie wiedzą, jak się zachować, mają trudności w porozumiewaniu się z chorym. Muszą szukać pomocy na własną rękę. – Mogą się udać do poradni zdrowia psychicznego – radzi Ewa Wojtyna. – Ale lepiej byłoby włączyć się w Program Simontona (wszechstronny program psychoterapeutyczny dla chorych na raka i osób ich wspierających stworzony przez amerykańskiego lekarza Carla Simontona) czy grupę wsparcia dla rodzin lub samemu taką grupę stworzyć. Bliscy też mogą pracować nad zmianą swoich niezdrowych przekonań dotyczących choroby bliskiego i na własny temat.

Doskonale taką potrzebę wsparcia rozumieją założyciele warszawskiej Fundacji Psychoonkologii „Ogród Nadziei”. – Powołaliśmy ją do życia z potrzeby serca – mówią Monika Anna Popowicz i Tadeusz Haładaj. – Chcieliśmy stworzyć miejsce, w którym chorzy na nowotwór i ich bliscy będą mogli znaleźć pomoc psychoonkologiczną i duchową. Ufamy, że w każdym człowieku, nawet najbardziej schorowanym, drzemią uzdrawiające siły, które można pobudzić czy wzmocnić na wiele sposobów.

Fundacja prowadzi warsztaty weekendowe, grupy wsparcia, sesje indywidualne z certyfikowanymi terapeutami Programu Simontona, zajęcia z arterapii (terapia poprzez sztukę), choreo-terapii (terapia poprzez ruch, taniec), jogę leczniczą, warsztaty bębniarskie. Każde działanie prowadzące do lepszego samopoczucia pobudza układ immunologiczny do działania. Organizm staje się silniejszy i lepiej walczy z chorobą – tę zależność między psychiką, układem nerwowym, hormonalnym i odpornościowym potwierdzają badania psychoneuroimmunologiczne – im silniejszy organizm, tym łatwiej zdrowieje – mówi Monika Popowicz.
Każdy chory odnajduje radość i siły w czymś innym: kobiety po amputacji piersi lubią ćwiczyć jogę lub tańczyć, bo na nowo uczą się kontaktu ze swoim ciałem, mężczyźni decydują się na warsztaty bębniarskie, żeby w ten sposób dać upust swojemu lękowi i poczuć siłę.

Wpływ zdrowych przekonań na proces leczenia jest już dziś dla wielu onkologów oczywisty, ośrodki onkologiczne coraz częściej zatrudniają zespoły psychologów, by wspomagać chorych także psychicznie. Byłoby wspaniale, gdyby onkolog miał nie tylko wiedzę, jak leczyć pacjenta, lecz także umiał mu wskazać, gdzie znajdzie pomoc psychologiczną, i by swoją postawą wspierał jego proces zdrowienia.

– „Nie wyzdrowieję, umrę” – to przekonanie pociąga za sobą rozpacz, strach, złość, znika nadzieja, znika motywacja do robienia czegokolwiek – mówi Wojtyna. – Przeformułowanie tego przekonania na: „mogę wyzdrowieć bez względu na to, jak ciężki jest stan mojego zdrowia”, dodaje nadziei i zwiększa motywację.

Nie jest dobre przekonanie „muszę wyzdrowieć”, bo wiąże się z dużą presją i kiedy leczenie nie przynosi spodziewanych efektów, rodzi to dodatkową frustrację i złość. A to nie wpływa dobrze na zdrowienie.

Rak przewartościowuje dotychczasowe życie: z badań psychiatry prof. Krystyny de Walden Gałuszko wynika, że pacjenci pod wpływem choroby w znacznie większym stopniu niż zdrowi oceniali świat jako piękny i wspaniały i często w obliczu śmierci gotowi są do wewnętrznej przemiany, której w normalnym życiu się boją.

– Dla niektórych choroba jest szansą do rozwoju osobistego – ocenia Ewa Wojtyna. – Dla innych zmiana ta oznacza zachłyśnięcie się życiem i czerpanie z niego pełnymi garściami. U niektórych pacjentów stale utrzymuje się obniżony nastrój i przewlekłe zmęczenie. Ale to nie choroba zmienia pacjenta, jest tylko sygnałem do zmian i ich jakość zależy tylko od niego.

Psychoonkologia nie jest dziedziną magiczną, powodującą cudowne ozdrowienia – ma jedynie przynieść pacjentowi poprawę jakości jego życia w chorobie, nauczyć go żyć tu i teraz i czerpać z tego radość, na ile tylko jest to możliwe. W pracy terapeutycznej z chorymi nie widywała cudownych wyleczeń po interwencjach psychologicznych, ale widziała ludzi cieszących się każdym dniem, realizujących swoje marzenia. Oni umierali spokojnie, z poczuciem spełnienia, a nie przegranej. – Nastawiajmy się na zdrowienie pacjenta, ale jeszcze bardziej na to, żeby mu było dobrze, bez względu na to, czy cel będzie osiągnięty, czy nie – mówi Wojtyna.

Emocje towarzyszące chorym na raka i ich bliskim nie są ani dobre, ani złe. Pojawiają się jako reakcja na to, co myślą o chorobie, o tym, co ich spotkało. Mają prawo się złościć, czuć żal, niedowierzanie, rozczarowanie. Ale im szybciej zaakceptują chorobę, tym szybciej będzie można zacząć proces terapeutyczny. Praca nad zmianą przekonań jest procesem często trudnym, bo musimy rozstać się z przekonaniami wykształconymi przez lata. Nowe trzeba pielęgnować jak ulubione kwiaty w ogrodzie i nie pozwalać nikomu ich zdeptać.

– Nieraz rozmawiałam z ludźmi w tej ostatniej fazie o tym, co jeszcze chcieliby zrobić dla siebie, dla swoich bliskich i nie chodzi tu o nierealne marzenia, ale o to, co można zrobić tu i teraz – mówi Mariola Kosowicz, psychoonkolog pracująca w warszawskim Centrum Onkologii. – Jedni godzą się z bliskimi, a inni piszą listy do swoich dzieci, tak jak jedna z moich wyleczonych pacjentek: „(…) Przeżyłam coś niezwykłego i otrzymałam nadzieję, że mogę pokonać chorobę i mogę lepiej z nią żyć, nawet jeśli pokonanie jej nie będzie możliwe. Patrzę inaczej na swoją chorobę, na leczenie i wszystko, co dzieje się wokół. Dla mnie jest to coś, co w połączeniu z nieodzownymi procedurami medycznymi może dać mi siłę do walki i pozwoli przeżyć czas, jaki mi zostanie, tak, jak będę chciała”.

Poprawiony: poniedziałek, 05 stycznia 2009 11:54
 
«pierwszapoprzednia12345678910następnaostatnia»

Strona 10 z 12