Rak piersi
Zanim dotknie Cię rak piersi PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
niedziela, 20 lipca 2008 17:19

ImageJak nakłonić kobiety do zbadania piersi? Można powiedzieć wprost co im grozi, kiedy tego nie zrobią. Jednak najlepiej zobrazować to tak, by pobudzić do działania, a w tym wypadku do zbadania się. Tak właśnie powstał outdoor, który na pierwszy rzut oka wygląda jak reklama bielizny, jednak po wnikliwym obejrzeniu go okazuje się, że tak nie jest. W outdoorze w miejscu jednej z piersi jest dziura, obok której widnieje hasło: „badaj, zanim dotknie Cię brak piersi”
Koordynacją i przygotowaniem outdooru zajęła się pro bono Euro RSCG 4D. Autorką pomysłu kreatywnego była Daria Matczuk, Art Director agencji.

Firmy, które charytatywnie pomogły w realizacji tej kampanii reklamowej:
Almi Decor (sesja zdjęciowa), Yellow Studio (sesja zdjęciowa), Dream Studios (DTP) oraz firma AMS za pośrednictwem domu mediowego MPG Mediaplanning.


Federacja Stowarzyszeń "AMAZONKI" to organizacja pozarządowa działająca na rzecz kobiet po leczeniu raka piersi, która skupia 160 Klubów z całej Polski.

Federacja tworzy warunki sprzyjające wzajemnemu wsparciu, pomocy i samopomocy, reprezentuje interesy kobiet dotkniętych rakiem piersi. Zaznajamia społeczeństwo oraz instytucje z problematyką kobiet po leczeniu raka piersi oraz pomaga im w powrocie do normalnego życia. Działa na rzecz wczesnego wykrywania, leczenia oraz rehabilitacji kobiet po mastektomii. Federacja jest członkiem międzynarodowych organizacji "Reach to Recovery" oraz Europejskiej Koalicji Pacjentów z Chorobami Nowotworowymi.

źródło:Gazeta.pl

Poprawiony: piątek, 02 stycznia 2009 17:18
 
Oswoić strach PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
niedziela, 20 lipca 2008 17:15

Brakuje psychoonkologów – lekarzy dusz dla chorych na raka. A przecież szybciej wyzdrowieje człowiek chcący walczyć z chorobą niż słaby, przerażony i niepewny swoich sił.

Domyślałam się diagnozy, zanim przyszły wyniki badań – opowiada Iwona Filipiak. – Lekarz starannie zamknął drzwi, milczał dłuższą chwilę, cisza była złowroga. Wiadomość, że Janek ma raka jelita, przyjęłam spokojnie, jako zadanie do wykonania: OK, jest choroba, trzeba ją zwalczyć. I konsekwentnie, krok po kroku, realizowaliśmy ten plan.
Iwona jest ewenementem. Większość ludzi stających twarzą w twarz z wyrokiem nie potrafi wykrzesać z siebie takiej energii. Sparaliżowani strachem wsłuchują się w oszalałe z paniki serce. Lekarz przekazuje okrutną diagnozę w formie suchego komunikatu i radzi się śpieszyć. Zostawia oszołomionego pacjenta sam na sam z wiadomością, że oto w jego organizmie toczy się śmiertelna walka. – Na co dzień nie myślimy o tym, że odejdziemy. Realizujemy jakiś plan: zawodowy, rodzinny, mamy jeszcze tyle do zrobienia – wspomina Janek, mąż Iwony. – Rak postawił mnie w pozycji: oto jestem, to jest moje istnienie, za chwilę, za miesiąc lub rok przestanę być. Poczułem, jak świat staje w miejscu, a ja wrastam w ziemię. Miałem wrażenie, że nagle znalazłem się w centrum Wszechświata, ja i mój rak.

A właściwie: „my i nasz rak”. Bo najbliższa rodzina „współchoruje” z cierpiącym na nowotwór. W tym roku przeszło 100 tysięcy Polaków zacznie leczyć się na tę chorobę. Czy będzie to ktoś z naszej rodziny, lub z bliskiego kręgu znajomych? Albo my sami?

Wspomaganie dusz chorych na nowotwór to coraz bardziej nagląca potrzeba. W tej chwili na oddziałach onkologii w całym kraju pracuje 30 psychoonkologów. To śmiesznie mało, zważywszy na to, że w Polsce każdego roku diagnozuje się, przeszło sto tysięcy przypadków nowych zachorowań na raka. Brakuje co najmniej drugie tyle specjalistów, którzy pomogliby pacjentom takim jak Janek i jego żona uporać się z najzwyklejszym na świecie strachem przed śmiercią. Szpitali nie stać na ich zatrudnianie. Tymczasem w placówkach Europy Zachodniej i USA kontakt z psychoonkologiem jest standardem.

Kiedy do pomocy choremu powinien wkroczyć psycholog? Najlepiej jak najwcześniej. Człowiek chory potrzebuje ogromnego wsparcia i motywacji do walki. Zostawiony sam ze swoim lękiem może się załamać, zaprzeczyćchorobie lub wcale nie podjąć tej walki. Pacjent, który dobrze radzi sobie z własnymi emocjami, lepiej współpracuje z lekarzem i potrafi cieszyć się życiem bez względu na to, jak bardzo jest chory.
Psychologowie analizujący fazy przeżywania choroby nowotworowej stwierdzili, że z etapu niedowierzania chory przechodzi w bunt. Wówczas czuje się na tyle silny, żeby się z chorobą uporać. Od tego, ile ma energii na walkę, zależy powodzenie na drodze do wyzdrowienia. Tu z pomocą chorym i ich bliskim powinien przyjść psychoonkolog. – Pacjent przeżywa chorobę w każdej sferze: w cielesnej jak najbardziej, ale choroba dotyka także jego psychiki i sfery egzystencjalnej, duchowej – mówi Ewa Wojtyna, lekarz i psycholog, certyfikowany terapeuta Simonton Cancer Center. – O ile medycyna skupia się głównie na leczeniu choroby ciała, o tyle dla pacjenta często dużo ważniejsze jest „cierpienie duszy” – strach, złość, żal, rozpacz, uczucia, które nie pozwalają mu walczyć.

W pierwszym okresie po diagnozie psycholog powinien, jeżeli pacjent sobie tego życzy, po prostu być przy nim, rozmawiać, czasem coś wytłumaczyć, ale przede wszystkim wykształcić w nim poczucie, że ma wsparcie i nie jest sam. – Można też zacząć tłumaczyć, jak psychika wpływa na proces zdrowienia i przebieg leczenia. Trzeba też zacząć rozmawiać o nadziei, o tym, że zawsze można coś zrobić, by czuł się lepiej – dodaje Ewa Wojtyna.

Ale, jak uprzedza, jest to początkowa faza bardzo silnych emocji. Bywa, że chory po prostu nie chce skorzystać jeszcze z pomocy terapeutów. Ich praca z niezdrowymi przekonaniami na temat choroby i życia polega na zmianie sposobu myślenia chorego. Dzięki tej zmianie człowiek uzyskuje większy spokój, uczy się radzić sobie z bólem emocjonalnym. Uspokojone emocje pozwalają skupić się na innych sprawach, które mogą przynieść radość i zmniejszają nieustające zamartwianie się chorobą. Terapeuci zalecają pracę z wyobraźnią – dzięki różnym technikom, m.in. wizualizacji, pacjent stymuluje organizm do zdrowienia. Sprawdza się też dystans i poczucie humoru. – W chorobie zbyt często zapominamy o zabawie – przekonuje Ewa Wojtyna. A przecież śmiech to jedno z najprzyjemniejszych lekarstw na świecie. Dobry nastrój stymuluje powrót do zdrowia poprzez całą gamę substancji chemicznych, które się wtedy wydzielają w organizmie. Poza tym pozwala to nabrać dystansu do trudnych spraw, w tym choroby.

Nieocenioną, często jedyną dostę-pną pomoc niosą też bliscy – o ile potrafią wyczuć potrzeby emocjonalne chorego. – Nie rozpaczałam, nie snułam czarnych scenariuszy, starałam się przeganiać każdą osobę, która mogłaby zasiać zamęt – wspomina Iwona Filipiak. – Ważne wydawały mi się pospolite sprawy – regularne, zdrowe odżywianie, sen i spokój. Dla mojego męża i dla mnie, bo ja też musiałam być silna, nie okazując cienia zwątpienia, starając się żyć normalnie. Pomocy szukałam w książkach, w Internecie, u znajomych lekarzy. Rozmawiałam z tymi, którzy chorobę mieli już za sobą. To ważne, by spotkać kogoś, kto powie: „Wiem, co czujesz, też przez to przeszedłem”.

„Współchorujący” potrzebują również ogromnego wsparcia. Ci ludzie często nie potrafią sobie poradzić z uczuciami, nie wiedzą, jak się zachować, mają trudności w porozumiewaniu się z chorym. Muszą szukać pomocy na własną rękę. – Mogą się udać do poradni zdrowia psychicznego – radzi Ewa Wojtyna. – Ale lepiej byłoby włączyć się w Program Simontona (wszechstronny program psychoterapeutyczny dla chorych na raka i osób ich wspierających stworzony przez amerykańskiego lekarza Carla Simontona) czy grupę wsparcia dla rodzin lub samemu taką grupę stworzyć. Bliscy też mogą pracować nad zmianą swoich niezdrowych przekonań dotyczących choroby bliskiego i na własny temat.

Doskonale taką potrzebę wsparcia rozumieją założyciele warszawskiej Fundacji Psychoonkologii „Ogród Nadziei”. – Powołaliśmy ją do życia z potrzeby serca – mówią Monika Anna Popowicz i Tadeusz Haładaj. – Chcieliśmy stworzyć miejsce, w którym chorzy na nowotwór i ich bliscy będą mogli znaleźć pomoc psychoonkologiczną i duchową. Ufamy, że w każdym człowieku, nawet najbardziej schorowanym, drzemią uzdrawiające siły, które można pobudzić czy wzmocnić na wiele sposobów.

Fundacja prowadzi warsztaty weekendowe, grupy wsparcia, sesje indywidualne z certyfikowanymi terapeutami Programu Simontona, zajęcia z arterapii (terapia poprzez sztukę), choreo-terapii (terapia poprzez ruch, taniec), jogę leczniczą, warsztaty bębniarskie. Każde działanie prowadzące do lepszego samopoczucia pobudza układ immunologiczny do działania. Organizm staje się silniejszy i lepiej walczy z chorobą – tę zależność między psychiką, układem nerwowym, hormonalnym i odpornościowym potwierdzają badania psychoneuroimmunologiczne – im silniejszy organizm, tym łatwiej zdrowieje – mówi Monika Popowicz.
Każdy chory odnajduje radość i siły w czymś innym: kobiety po amputacji piersi lubią ćwiczyć jogę lub tańczyć, bo na nowo uczą się kontaktu ze swoim ciałem, mężczyźni decydują się na warsztaty bębniarskie, żeby w ten sposób dać upust swojemu lękowi i poczuć siłę.

Wpływ zdrowych przekonań na proces leczenia jest już dziś dla wielu onkologów oczywisty, ośrodki onkologiczne coraz częściej zatrudniają zespoły psychologów, by wspomagać chorych także psychicznie. Byłoby wspaniale, gdyby onkolog miał nie tylko wiedzę, jak leczyć pacjenta, lecz także umiał mu wskazać, gdzie znajdzie pomoc psychologiczną, i by swoją postawą wspierał jego proces zdrowienia.

– „Nie wyzdrowieję, umrę” – to przekonanie pociąga za sobą rozpacz, strach, złość, znika nadzieja, znika motywacja do robienia czegokolwiek – mówi Wojtyna. – Przeformułowanie tego przekonania na: „mogę wyzdrowieć bez względu na to, jak ciężki jest stan mojego zdrowia”, dodaje nadziei i zwiększa motywację.

Nie jest dobre przekonanie „muszę wyzdrowieć”, bo wiąże się z dużą presją i kiedy leczenie nie przynosi spodziewanych efektów, rodzi to dodatkową frustrację i złość. A to nie wpływa dobrze na zdrowienie.

Rak przewartościowuje dotychczasowe życie: z badań psychiatry prof. Krystyny de Walden Gałuszko wynika, że pacjenci pod wpływem choroby w znacznie większym stopniu niż zdrowi oceniali świat jako piękny i wspaniały i często w obliczu śmierci gotowi są do wewnętrznej przemiany, której w normalnym życiu się boją.

– Dla niektórych choroba jest szansą do rozwoju osobistego – ocenia Ewa Wojtyna. – Dla innych zmiana ta oznacza zachłyśnięcie się życiem i czerpanie z niego pełnymi garściami. U niektórych pacjentów stale utrzymuje się obniżony nastrój i przewlekłe zmęczenie. Ale to nie choroba zmienia pacjenta, jest tylko sygnałem do zmian i ich jakość zależy tylko od niego.

Psychoonkologia nie jest dziedziną magiczną, powodującą cudowne ozdrowienia – ma jedynie przynieść pacjentowi poprawę jakości jego życia w chorobie, nauczyć go żyć tu i teraz i czerpać z tego radość, na ile tylko jest to możliwe. W pracy terapeutycznej z chorymi nie widywała cudownych wyleczeń po interwencjach psychologicznych, ale widziała ludzi cieszących się każdym dniem, realizujących swoje marzenia. Oni umierali spokojnie, z poczuciem spełnienia, a nie przegranej. – Nastawiajmy się na zdrowienie pacjenta, ale jeszcze bardziej na to, żeby mu było dobrze, bez względu na to, czy cel będzie osiągnięty, czy nie – mówi Wojtyna.

Emocje towarzyszące chorym na raka i ich bliskim nie są ani dobre, ani złe. Pojawiają się jako reakcja na to, co myślą o chorobie, o tym, co ich spotkało. Mają prawo się złościć, czuć żal, niedowierzanie, rozczarowanie. Ale im szybciej zaakceptują chorobę, tym szybciej będzie można zacząć proces terapeutyczny. Praca nad zmianą przekonań jest procesem często trudnym, bo musimy rozstać się z przekonaniami wykształconymi przez lata. Nowe trzeba pielęgnować jak ulubione kwiaty w ogrodzie i nie pozwalać nikomu ich zdeptać.

– Nieraz rozmawiałam z ludźmi w tej ostatniej fazie o tym, co jeszcze chcieliby zrobić dla siebie, dla swoich bliskich i nie chodzi tu o nierealne marzenia, ale o to, co można zrobić tu i teraz – mówi Mariola Kosowicz, psychoonkolog pracująca w warszawskim Centrum Onkologii. – Jedni godzą się z bliskimi, a inni piszą listy do swoich dzieci, tak jak jedna z moich wyleczonych pacjentek: „(…) Przeżyłam coś niezwykłego i otrzymałam nadzieję, że mogę pokonać chorobę i mogę lepiej z nią żyć, nawet jeśli pokonanie jej nie będzie możliwe. Patrzę inaczej na swoją chorobę, na leczenie i wszystko, co dzieje się wokół. Dla mnie jest to coś, co w połączeniu z nieodzownymi procedurami medycznymi może dać mi siłę do walki i pozwoli przeżyć czas, jaki mi zostanie, tak, jak będę chciała”.

Poprawiony: poniedziałek, 05 stycznia 2009 11:54
 
Test pomoże przewidywać przyszłość pacjentek z rakiem PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
niedziela, 20 lipca 2008 17:12

Poziom białka p27 w komórkach raka piersi może dostarczyć ważnych informacji na temat szans pacjentki na dalsze przeżycie - wynika z najnowszych badań amerykańskich.

Artykuł na ten temat zamieszcza najnowsze wydanie pisma "Journal of the National Cancer Institute".

Naukowcy pod kierunkiem Peggy Porter z Centrum Badań nad Rakiem Freda Hutchinsona już 10 lat temu zidentyfikował białko p27, które zapobiega podziałom komórek.

Od tego czasu badania na pacjentach prowadzone w różnych ośrodkach naukowych sugerowały, że nieprawidłowo niski poziom p27 w komórkach nowotworowych źle rokuje chorym na raka piersi (ale również na inne nowotwory).

Danych tych nie można było jednak porównywać, gdyż pacjentki były poddawane różnym metodom terapii i trudno było wykluczyć, że terapia nie wpływa na szanse ich przeżycia.

Aby wyeliminować to utrudnienie naukowcy z zespołu Porter we współpracy z badaczami z 9 innych ośrodków naukowych objęli badaniami ponad 3 tys. pacjentek, które przeszły chemioterapię z użyciem dwóch leków - doksorubicyny i cyklofosfamidu. Leki były podawane jednocześnie, bądź jeden po drugim.

Analizy komórek pobranych z guzów wykazały, że pacjentki z niskim poziomem tego białka mają mniejsze szanse na przeżycie 5 lat od diagnozy, niż chore, których guzy produkują większe ilości p27. Zależność ta dotyczyła tylko guzów piersi pobudzanych do wzrostu przez hormony płciowe - estrogeny i progesteron.

Zdaniem autorów pracy, wyniki te wskazują, że pomiar stężenia p27 w komórkach raka piersi może być ważnym źródłem informacji o szansach pacjentki na przeżycie.

Jednak zanim taki test znajdzie zastosowanie w praktyce medycznej, naukowcy muszą jeszcze przeprowadzić wiele badań oraz uściślić, którym chorym przyniesie on najwięcej korzyści.
Źródło: Onet.pl



Poprawiony: piątek, 02 stycznia 2009 17:15
 
Hormonalna terapia zastępcza a rak piersi PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
niedziela, 20 lipca 2008 17:10
Badacze fińscy opublikowali wyniki dotyczące ryzyka zachorowania na raka piersi u kobiet przyjmujących estrogeny w ramach hormonalnej terapii zastępczej. Okazało się, że stosowanie estradiolu drogą doustną lub transdermalną przez okres co najmniej 5 lat zwiększa ryzyko zachorowania.

Badanie objęło 84.729 kobiet przyjmujących estradiol drogą transdermalną lub doustną, 7.941 kobiet przyjmujących estriol doustnie, oraz 18.314 kobiet stosujących estrogeny dopochwowe. Każda z kobiet przyjmowała lek przez co najmniej 6 miesięcy. Kobiety rozpoczynały leczenie w latach 1994-2001.

Do końca 2002 roku rak piersi rozpoznano u 2.171 kobiet biorących udział w badaniu. Standaryzowany współczynnik częstości raka piersi u kobiet przyjmujących estradiol przez okres krótszy od 5 lat wynosił
0,93 [95% przedział ufności (95% CI), 0,80-1,04]. Natomiast w przypadku przyjmowania estradiolu przez 5 lat lub dłużej współczynnik ten wynosił 1,44 (95% CI, 1,29-1,59). Nie było różnic w ryzyku zachorowania pomiędzy kobietami przyjmującymi lek drogą transdermalną i doustną, jednakże w przypadku preparatów doustnych większe ryzyko towarzyszyło dawkom większym od 1,9 mg/d (podobna zależność ryzyka od dawki nie występowała w przypadku preparatów transdermalnych). Stwierdzono, że standaryzowany współczynnik częstości był większy dla raka zrazikowego (1,58) w porównaniu z rakiem przewodowym (1,36). Stosowanie estradiolu przez co najmniej
5 lat zwiększało ryzyko zachorowania na raka ograniczonego do gruczołu piersiowego (1,45; 95% CI, 1,26-1,66) oraz miejscowo zaawansowanego z przerzutami do regionalnych węzłów chłonnych (1,35; 95% CI, 1,09-1,65). W tej grupie kobiet zwiększało się również ryzyko zachorowania na raka in situ (2,43; 95% CI, 1,66-3,42).

Autorzy konkludują, że stosowanie estradiolu drogą transdermalną lub doustną przez okres co najmniej 5 lat powoduje wystąpienie 2-3 dodatkowych raków piersi na 1000 kobiet na 10 lat. Estradiol stosowany doustnie przez okres krótszy od pięciu lat, estriol doustny oraz estrogeny dopochwowe nie zwiększają ryzyka zachorowania na raka piersi.

Źródło: Lyytinen H, Pukkala E, Ylikorkala O. Breast cancer risk in postmenopausal women using estrogen-only therapy. Obstet Gynecol. 2006; 108: 1354-60.
Źródło: Obstetrics and Gynecology www.eonkologia.pl



Poprawiony: piątek, 02 stycznia 2009 17:18
 
Męski rak piersi PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
niedziela, 20 lipca 2008 17:07

meskiDużo mówi się o wczesnym wykrywaniu i leczeniu raka piersi, a zwłaszcza o tym, jak ważna jest coroczna mammografia u kobiet po 40. roku życia – a w grupie podwyższonego ryzyka nawet wcześniej. Ale chorują także mężczyźni.

Paul LaRiviere nigdy nie badał swoich piersi, nie zrobił tego także jego lekarz, przeprowadzając coroczne badania.

- Czułem się świetnie, ale zapytałem lekarza o moją brodawkę sutkową, bo zabawnie wyglądała, była wciągnięta - mówi 56-letni LaRiviere.

Lekarz skierował go do chirurga plastycznego, ale wizyta została przełożona. Kiedy w końcu po kilku miesiącach do niego trafił, chirurg wyczuł guz i LaRiviere stał się jednym z mniej więcej 1720 mężczyzn w USA, u których w tym roku zostanie rozpoznany rak piersi.

Dużo mówi się o wczesnym wykrywaniu i leczeniu raka piersi, a zwłaszcza o tym, jak ważna jest coroczna mammografia u kobiet po 40. roku życia – a w grupie podwyższonego ryzyka nawet wcześniej.

Ale chorują także mężczyźni. Choć mammografia nie jest częścią ich rutynowego badania, również powinni zwracać uwagę na sygnały ostrzegawcze: guzki, wydzielinę, zaczerwienienie czy bolesność. Jeśli pojawi się jeden z nich, należy zgłosić się do lekarza.

Jak w przypadku kobiet, i tu wczesne wykrycie decyduje o powodzeniu leczenia. Problem w tym, że większość mężczyzn nawet nie słyszała o męskim raku piersi.

Jest on rzadki - według National Cancer Institute w tym roku umrze z jego powodu około 460 mieszkańców USA, podczas gdy liczba nowych rozpoznań wśród kobiet wyniesie 213 000, a zgonów – 40 970. LaRiviere, Roy Smolny z Rochester Hills i Bob Check Sr. z Clarkston wiedzą, jak ważne jest wczesne wykrycie. Dzięki niemu ocaleli.

- Mężczyźni nie myślą, że mogą zachorować na raka piersi – mówi dr Judie Goodman, onkolog z Providence Cancer Center w Southfield. - Oczywiście, nie wszyscy są zagrożeni – zwraca uwagę. Goodman w ciągu 18 lat praktyki widziała tylko dwa przypadki raka piersi u mężczyzn.

Ryzyko dotyczy głównie mężczyzn z większymi piersiami, tych, którzy byli narażeni na promieniowanie lub mają podwyższony poziom estrogenu (co zdarza się przy chorobach wątroby i zaburzeniach genetycznych), a także mężczyzn, których krewni płci żeńskiej mieli raka piersi.

Ponieważ rak piersi u mężczyzn jest tak rzadki, wiedza o jego epidemiologii, czynnikach ryzyka i leczeniu nie jest szeroka. Jednak niektórzy lekarze zaczynają zwracać na niego uwagę.

- To mniej więcej jedna czwarta mojej praktyki – mówi dr Sharon Giordano z Anderson Cancer Center w Houston, która prowadzi badania i pisze artykuły na temat raka piersi u mężczyzn, jak również leczy pacjentów w swojej klinice. Giordano zwraca uwagę na to, że od lat 70. liczba przypadków wzrosła o 25 procent.

Jak mówi, często nawet lekarze nie są świadomi, że zagrożenie może dotyczyć mężczyzn, zaś sami pacjenci zwykle ignorują objawy w rodzaju guzka czy wydzieliny. Choroba postępuje i rośnie ryzyko zajęcia węzłów chłonnych. - Większość mężczyzn jest zażenowana lub zaprzecza chorobie, ponieważ rak piersi zawsze był uważany za chorobę kobiet. Podobnie jak w przypadku kobiet, męski rak piersi jest w większości przypadków uleczalny - ale potrzebna jest wczesna diagnoza.

W kwietniu u LaRiviere’a przeprowadzono mastektomię w Crittenton Hospital w Rochester. W siedmiu węzłach chłonnych znaleziono przerzuty raka, więc przechodzi chemioterapię Bierze także Herceptin, przeciwciała podawane pacjentom, u których testy wykazały nadmierne wytwarzanie białka HER-2, przyspieszającego wzrost komórek nowotworowych i zwiększającego ryzyko nawrotu choroby. Wykazano, że u takich pacjentów Herceptin spowalnia lub zatrzymuje wzrost komórek nowotworowych. (...)

- Raka piersi rozpoznano u mojej matki i ciotki, ale nigdy nie myślałem, że mnie się to zdarzy – mówi LaRiviere.

Roy Smolky miesiącami ignorował bolesny punkt na prawej brodawce sutkowej. - Myślałem, że to pryszcz - mówi ten 65-letni sprzedawca oprogramowania.

W końcu trafił do dermatologa. Biopsja wykazała zrazikowego raka sutka, rozwijającego się z komórek gruczołu mlecznego. Jest znacznie rzadszy niż rak przewodowy – powstający w przewodach odprowadzających mleko do brodawki.

- To był dla mnie szok – mówi Smolky. - Myślałem, że jestem zdrowy. Nigdy nie paliłem, ćwiczyłem regularnie i pływałem dwa-trzy razy w tygodniu.

Smolky przeszedł w marcu mastektomię w Barbara Ann Karmanos Cancer Center przy Harper University Hospital w Detroit. Raka stwierdzono w kilkunastu węzłach. Zalecono chemio- i radioterapię, którą właśnie zakończył.

- Wraz z moją żoną Virginią i dziećmi chcemy spędzić kilka tygodni świętując to na Florydzie - mówi. - Na szczęście mogłem pracować przez większą część okresu leczenia. Było ciężko, ale można przez to przejść.

Smolky docenia także pomoc biznesmena z Troy, Boba Checka seniora, u którego raka piersi rozpoznano ponad pięć lat temu.

- Kilka miesięcy temu przeczytałem o jego mastektomii w lokalnej prasie, więc się z nim skontaktowałem - mówi.

Check przeszedł obustronną mastektomię w Beaumont Hospital w roku 2001. - Mammogram wykazał raka w jednej z piersi, jednak ze względu na genetyczną skłonność do choroby zdecydowałem się na usunięcie obu. Raka znaleziono również w drugiej piersi, mimo że nie wykryła go mammografia – wspomina.

Gdy Check wykrył guzek w swojej piersi, jego lekarz zlecił mammografię. “Wprowadzili mnie tylnymi drzwiami - myślę, że widok mężczyzny w poczekalni byłby niepokojący dla kobiet.”

Rak nie jest obcy rodzinie Checka, ale jak mówi 64-letni prezes Check Corp “Nigdy nie słyszałem słów “mężczyzna” i “rak piersi” w tym samym zdaniu.” U jego matki, ciotki, siostry i bratanicy rozpoznawano różne postacie raka, w tym raka piersi, jajnika i macicy, toteż Check przeszedł test na obecność sprzyjających rakowi genów BRCA 1 i 2. Wynik okazał się pozytywny - mimo to był zaskoczony.

“Kobiety mają sposoby komunikacji niedostępne mężczyznom” - mówi wyleczony z raka Check. “Nie chcemy, by inni mężczyźni znali nasze czułe punkty.”

“To zabawne. Niedawno przyjaciel dowiedział się o mojej chorobie i poskarżył na guzek w piersi. Nie myślał o raku, dopóki tego nie powiedziałem. Na szczęście alarm był fałszywy. Jednak gdybym zlekceważył własną chorobę, nie byłoby mnie tutaj.”

źródłó: THE NEW YORK TIMES

Poprawiony: piątek, 02 stycznia 2009 17:19
 
«pierwszapoprzednia12345678910następnaostatnia»

Strona 10 z 12